Obecnie mówi się i pisze wiele o indywidualnym traktowaniu uczniów. O jego dobroczynnym wpływie na wychowanka, przekładające się na dobre wyniki w nauce. W końcu efekt końcowy liczy się najbardziej - dobre stopnie. Niestety, to co jest dobre świetle nauki i czystej teorii, nie sprawdza się w rzeczywistości.
W klasach, gdzie na 33 uczniów przypada, aż jeden nauczyciel oraz jeden wychowawca, dysponujący prozaiczną godziną wychowawczą, traktowanie indywidualne ucieka. Nawet najbardziej zaangażowany i oddany swojej pracy nauczyciel, nie jest wstanie ogarnąć problemów i potrzeb 33 różnych osób. Trudno jest poznać jedną osobę, z którą przebywamy kilka lat, a co dopiero grupkę osób, na których poznanie nie mamy tak naprawdę czasu.
Idea indywidualnego podejścia do ucznia, legła dawno w gruzach, choć nikt nie chce przyznać się do fiasku. Łatwo jest mówić o pięknych i wzniosłych ideałach, ale trudno wprowadzić je w życie.
Traktowanie indywidualne uczniów, szczególnie to wybiórcze, jest źle odbierane przez wychowanków. Oni sami nie potrafią i nie chcą by ktoś traktował ich inaczej. Indywidualne traktowanie kojarzy im się, z "lizusostwem", "pupilkiem nauczyciela". Nikt z nich nie wierzy, że nauczyciele chcą im pomóc i dotrzeć do ich potrzeb. Dostosować program nauczania do ich indywidualnych predyspozycji.
Szkoły publiczne stały się "przechowalnią", w których dzieci przychodzą i odchodzą niepoznanie. Dostrzega się ich uzdolnienia i patologie, ale nic się z tym fantem nie robi - przynajmniej nie w większej mierze.
Problem indywidualnego podejścia do ucznia leżeć powinien w gestii Państwa, a właściwie organu nadzorującego cały system edukacji. Myślę, że zmiany w samej strukturze ilościowej klasy i większe prawa dla nauczycieli, dałby szansę w tej nierównej walce gronu pedagogicznemu. Po drugie, a może po pierwsze, komunikacja między nauczycielem a rodzicem, powinna ulec pewnemu przekształceniu. To opiekun dziecka, powinien ukazać pedagogom problemy i osiągnięcia dziecka, tak by móc korygować lub rozwijać potencjał ich pociechy. Jak nauczyciel może poznać dziecko, skoro jego opiekun nie jest wstanie określić jego wad i zalet?
Indywidualne traktowanie dzieci i młodzieży jest możliwe, ale na dzień dzisiejszy i ze względu na sytuacje całego szkolnictwa w Polsce, nie da się go w pełni zapisać w karty szkoły. Być może niż demograficzny będzie niefortunnym czynnikiem naprawczym panującego systemu, ale czy naprawdę jest to jedyne rozwiązanie?